Sługa Boży O. Bernard Kryszkiewicz (1915 - 1945)

Urodził się w Mławie na Mazowszu. Ukończywszy dziesięć lat zaczął - według praw ówczesnego szkolnictwa - chodzić do gimnazjum.

Przedtem pobierał prywatne lekcje w domu i wiele wybryków uszło mu płazem.

Teraz nie umiał się poddać szkolnemu rygorowi i w trzeciej klasie trzy dwóje z polskiego, matematyki i geografii - skazały go na repetowanie.

Wówczas matka postanowiła go oddać w stanowcze, męskie ręce ojców Pasjonistów w Przasnyszu, którzy tam prowadzili gimnazjum zakonne z internatem.

Po czterech latach spędzonych w klasztornym internacie wrócił po raz pierwszy do domu, z decyzją wstąpienia do nowicjatu ojców Pasjonistów.

Gdy miał dziewiętnaście lat, złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne, które kontynuował w Rzymie. Tam też (przed ich ukończeniem) otrzymał święcenia kapłańskie 4 lipca 1938 r.

Ojciec Bernard ukochał Chrystusa i chciał się dla Niego wypalić w swym kapłańskim posługiwaniu. Uporczywe bóle głowy skłoniły przełożonych do odesłania go do Polski.

Wrócił w grudniu 1938 roku, a w lutym 1939 r. objął swoją pierwszą placówkę duszpasterską w Rawie Mazowieckiej. Kilka miesięcy później został przeniesiony do Przasnysza.

Po wybuchu drugiej wojny światowej, po ewakuacji klasztoru w Przasnyszu wrócił do Rawy Mazowieckiej.

Był to czas nasilenia niemieckich łapanek i wywozów na przymusowe roboty do Niemiec, czas aresztowań i rozstrzeliwań; ludzie garnęli się do młodego, gorliwego kapłana szukając w nim ostoi na przetrwanie tragicznych chwil.

Ojciec Bernard powielał więc modlitwy do św. Józefa, Opiekuna w sytuacjach bez wyjścia, podawał udręczonym akty ufności i zawierzenia Bogu i Matce Pocieszenia, czczonej w rawskim kościele Pasjonistów. Rozpowszechniał swoje Dialogi z Ukrzyżowanym.

Chciał służyć tym najbiedniejszym i najnieszczęśliwszym, którzy się tłumnie do niego zwracali. Rozumiał, że kapłan winien być-jak jego Mistrz -  Hostią.

W tym czasie został dyrektorem, czyli bezpośrednim przełożonym, wychowawcą i ojcem duchownym kleryków-pasjonistów. Pomiędzy nim, a wychowankami była niewielka różnica wieku, on sam był kapłanem zaledwie od dwóch lat.

Dziś dużo się mówi i pisze o jego programie wychowawczym, który sobie nakreślił na kartach swego Pedagogicum. Jest ono świadectwem jego wielkiej dojrzałości duchowej i żarliwej troski, by powierzoną sobie młodzież wychować do świętości.

Choć bóle głowy się wzmagały, głosił kazania. Jego słowa działały cudowną mocą Bożej łaski, a nikt się nie domyślał, że z zawrotem głowy wchodził na ambonę.

Cofanie się wojsk niemieckich w 1945 r. zamieniało Rawę w gruzy, gdyż uciekających okupantów bombardowały radzieckie samoloty. Kościół i klasztor ojców Pasjonistów ocalał, więc ludzie szukali schronienia w jego podziemiach.

Ojciec Bernard nie korzystał ze schronu, lecz wyszedł na ulice i pola: umierających rozgrzeszał, rannych zanosił do klasztoru, gdzie cały parter zamieniono na szpital.

Od stycznia do marca 1945 r. był w tym szpitalu kapelanem, pielęgniarzem i kucharzem.

Wysłany pieszo (środków lokomocji nie było) do Przasnysza doszedł po kilku dniach do klasztoru ojców Pasjonistów, by wznowić życie zakonne i duszpasterstwo.

Okupant zdewastował wszystko: kościół zamieniono na magazyn zbożowy, klasztor na koszary, żyjących tam zakonników wywieziono do obozu w Działdowie i zamordowano.

Ojciec Bernard zapracowany i wyczerpany często drżał z zimna i głodu, gdyż ostatnią kromkę chleba dawał innym. W mieście z powodu głodu i robactwa panował tyfus.

Doniesiono mu o umierającej kobiecie. Ojciec Bernard ją wyspowiadał i przewiózł do szpitala, gdzie wkrótce zmarła. Prawdopodobnie wówczas sam nabawił się tyfusu i znalazł się w szpitalu. Jego młody organizm zaciekle zmagał się z chorobą.

Zebrani przy konającym zakonnicy, personel szpitalny i ktokolwiek mógł się bliżej docisnąć byli świadkami jak odchodził pogodny i wdzięczny Bogu za trzydzieści lat danego mu życia, za powołanie i łaskę kapłaństwa.

Słyszano jak się modlił: "Panie Jezu, nie lękam się śmierci, lecz pragnę jak najszybciej spocząć w Twych objęciach". Przywarł ustami do podanego mu krzyżyka, szepcząc: "Jezu, kocham Cię".

Była pierwsza sobota miesiąca, 7 lipca 1945 roku.